03.11.2014

Zawsze zapominam o takich miejscach, dopóki nie odczuję bezgranicznej potrzeby napisania czegoś o sobie, o własnych uczuciach, które ostatnio przypominają bardziej pierwotniaki, niżeli cokolwiek godnego opisania. To smutna prawda; sam przestaję rozróżniać emocje, właściwie, w ogóle przestałem zwracać na nie uwagę, ponieważ wydają się mi niepotrzebne. Zmienił mi się enneagram, zmienił typ osobowości według Junga. Generalnie (ostatnio uwielbiam to słowo) sam zacząłem się zastanawiać nad tym, kim jestem i co właściwie chciałbym w życiu robić. Bo nie wiem.

Bo gdybym zapytał siebie, czy jestem szczęśliwy, czy wiem kim jestem i miałbym być szczery, to nie odpowiedziałbym, że tak. Nie, nie jestem szczęśliwy, choć myślę, że szczęście po prostu nie jest mi pisane i nie wiem, kim jestem. Zaczynam się gubić w tym, co jest moje, a co wytworzonych w moim umyśle projekcji - postaci, choć i te bywają już obce.
Gubię się? Chyba tak powinienem to określić. Jestem zagubiony i nie potrafię się odnaleźć. Myślałem, że wszystko mam poukładane, że pogodziłem się z własną przeszłością i choć zacząłem dostrzegać wszystkie pozytywne skutki niektórych działań, wciąż nie rozumiem dlaczego. Dlaczego musiałem przejść to wszystko? Doskonale wiem, że inni mają ciężej - są chorzy, nie mają domu, kiedy ja grzeję się pod kołdrą z kotem i laptopem na kolanach, ale każdy ma swoje słabości, a moją są ludzie. Nawet tutaj nie bywam zbyt szczery, jakbym bał się przyznać coś przed samym sobą, jakbym musiał okłamywać nawet samego siebie. Śmieszne. Jestem taki komiczny, że to aż żałosne.