25.05.2014

Jestem głupcem.
Powinienem być bogiem dla innych głupców. Wskazywałbym im drogę, sens istnienia. Rzeczywiście, to kusząca propozycja. Bogowie są okrutni. Bogowie nie kochają. Bogowie tworzą i niszczą. Bogowie są samotni. Bogowie nie czują. Chcę być istotą wyższą, pozbawioną emocji. Tak będzie prościej. Moje marzenia to sny lunatyków - nędzne i błahe. Mogę być dziecinny, jeżeli wzbudzi to waszą niechęć. Lubię was irytować. Płaczę nad waszą bezmyślnością, pragnąc apokalipsy.

Jestem znudzony, zniechęcony, znieważony. Chcę tworzyć. Pragnę nowego ładu świata, który nagle będzie mi odpowiadać. Wiem, że to niemożliwe. Och! Doskonale czuję, że wszyscy gdzieś pędzimy, sami nie wiedząc gdzie. Czuję się źle. Mam wrażenie, że cel nagle zniknął mi z oczu, a ja zajmuję się farmazonami. Zbyt często się denerwuję, zapominam, jak być obojętnym.
Ludzie mnie zniszczą. Ja niszczę siebie, jak bezwładna, czarna masa, która z głodu pożera siebie. Nie mogę zapamiętać swoich snów, to napawa mnie szaleństwem. Chcę śnić.