Pragnę odkupienia. Chciałbym narodzić się na nowo, niczym Jezus Chrystus. Zmartwychwstać, oczyszczony z brudów ludzkości. Zatopić się w ciepły kokon, by obudzić się w nowej, lepszej rzeczywistości. To chore. Jestem cholerną sprzecznością, której nie rozumiem, pojąć nie umiem i czasem wolę nie próbować. Wtedy zagłębiam się w mojej czarnej, destrukcyjnej masie jeszcze bardziej. Czasami niewiedza jest dużo przyjemniejsza, prawda? Rzadko miewam w sobie ochotę być, jak wszyscy. Podobny do miliona innych, tak samo nudnych ludzi. Odczuć wszystko, podobnie do nich - do masy.
Głupota.
Odkryłem ostatnio, że moje wspomnienia urywają się w pewnym momencie. Widzę jedynie czarną plamę, poprzecieraną w pewnych momentach, ale chwile te są koszmarnie mgliste. To lepiej, że ich nie pamiętam. Być może sam nie chciałem tego pamiętać.